wtorek, 29 stycznia 2013

Mieszkaniówka część 4



Czwarty przegląd inwestycji mieszkaniowych zacznę nietypowo, bo od miejskich działań marketingowych w sferze mieszkaniowej. Otóż w grudniu 2012 roku, miasto Katowice rozpoczęło akcję promocyjną Zamieszkaj Nowocześnie, której celem jest zachęcenie obywateli do zamieszkania w centrum Katowic. Akcja ta ma oczywiście swoją stronę internetową, dostępną tutaj:

          Oczywiście idea jest jak najbardziej słuszna, jednak nurtuje mnie pytanie - dlaczego tak późno. Przecież odpływ obywateli ze ścisłego centrum następuje już od ponad 20 lat. Temat niejednokrotnie był poruszany na forach internetowych. Ja sam również postulowałem zintensyfikowanie inwestycji mieszkaniowych na terenie centrum miasta, jak i rewitalizację obecnych zasobów mieszkaniowych. No i jak to w Katowicach stało się: władza po dziesiątkach lat dostrzegła problem, o którym wiedziały nawet przedszkolaki, i postanowiła działać.
 Bardzo miło, że prezydent Uszok osobiście na stronie internetowej zachęca do osiedlania się w centrum i w porozumieniu z deweloperami promuje cztery wybrane inwestycje mieszkaniowe: Dębowe Tarasy, Dom w Dolinie Trzech Stawów, Mały Staw i Willę Parkową. Niestety, żadna z tych inwestycji nie znajduje się w śródmieściu Katowic. Fakt ten może dziwić osoby nieobeznanie z tematem. Pozostali będą wiedzieć, że po prostu w śródmieściu Katowic nie ma czego reklamować, bo od dziesięcioleci nic mieszkalnego tu nie powstało. Jednak rozpoczęta przebudowa centrum ma szansę ożywić tę najcenniejszą a niedocenianą przez deweloperów przestrzeń. Obecnie w śródmieściu Katowic powstaje właściwie tylko jedna inwestycja mieszkaniowa: Opolska 17. Są też bardziej lub mniej odległe plany budowy innych budynków, jednak w chwili obecnej lewitują one w nieokreślonej przyszłości. Wśród nich wymienić można między innymi Multivillę projektu Roberta Koniecznego, Apartamenty Moderna czy Jupiter Plaza. No cóż, skoro nie mamy nowych mieszkań w centrum, chwalimy się tymi na obrzeżach i mówimy, że są w centrum. To taki „Miś” na miarę naszych możliwości.

          Wszystkie te inwestycje są oczywiście bardzo ciekawe, ja jednak skupię się na dwóch: reklamowanych przez miasto - Dębowych Tarasach oraz mniej ostentacyjnej -  Opolskiej 17. Pierwsza z nich jest uosobieniem tego jak nie należy budować miasta, jak stworzyć zamknięte getto, oraz supernieprzyjazną przestrzeń dla ludzi. Druga jest dokładnym przeciwieństwem i pokazuje jak stosunkowo niewielkim nakładem środków można zbudować wartościową przestrzeń miejską.



DĘBOWE TARASY

Inwestor: Buwog International


Liczba budynków ukończonych: 6
Liczba budynków budowanych: 3
Liczba budynków docelowo: 12
Kondygnacje nadziemne: 5 - 11
Liczba mieszkań obecnie: 509
Liczba mieszkań budowanych: 317
Powierzchnie: 26 - 110 m²
Planowany termin ukończenia trzeciego etapu: pod koniec 2013

O obiektach posiadających wątpliwą wartość, za to ładnie podanych, mawia się delikatnie „odchody” w złotym papierku. Przykładów bezwartościowych produktów, które zostały ładnie opakowane jest bez liku. Podobnie jest w wypadku osiedla Dębowe Tarasy, z tym, że tutaj trudno dopatrzyć się tego złotego papierka, a mimo to większość społeczeństwa pieje z zachwytu już na sam dźwięk nazwy tej inwestycji. Z jednej strony można nazwać to fenomenem, z drugiej pokazuje, że nachalny, agresywny marketing jest więcej wart niż dobrze dopracowany produkt.

Osiedle to od początku było reklamowane jako położone w centrum Katowic. Tak naprawdę znajduje się w dzielnicy Dąb, dobre kilkadziesiąt minut spaceru od centrum (zgodnie z planowaniem trasy w google ponad 30 min do rynku). Sąsiedztwo też jest mało centralne. Budynki otoczone są głównie przez ogródki działkowe, magazyny i blaszane garaże. Niektóre elementy okolicznego krajobrazu próbują nazwą aspirować do miana centrum. Mamy więc tutaj „galerię” Silesia City Center oraz hurtownię Centrum Klinkieru, jednak żadne z nich z centrum miasta nie ma nic wspólnego.


W czasach, w których projektowano wielkiego blaszaka: Silesia City Center oraz okoliczne Dębowe Tarasy, faktycznie była to mieszkaniówka najbliżej centrum Katowic. Jednak obecnie na rynku pierwotnym zaczyna pojawiać się coraz więcej budynków w przykładowej odległości półgodzinnego spaceru od rynku.

Główną atrakcją tej lokalizacji miało być wielkie centrum handlowe. Dla fanów tego typu obiektów pewnie będzie to nie lada atrakcja. Ja tylko napiszę, że Silesia City Center jest wielkim, bezkształtnym plackiem, bez żadnych wartości architektonicznych, urbanistycznych czy miastotwórczych. Zwykły odkurzacz do zasysania ludzi z miasta. W dodatku do mieszkańców Dębowych Tarasów obraca się tyłem, czyli sporych rozmiarów parkingiem. Faktycznie fantastyczny widok z prestiżowego osiedla.


Oczywiście kolejnym marketingowym chwytem było osiedlanie tutaj znanych osobistości. Ten chwyt najwyraźniej „chwycił”, bo wytworzyła się moda na Dębowe Tarasy. Dzięki temu inwestycja stała się prestiżowa, znana i rozpoznawalna. Można powiedzieć, że zamieszkała tam nasza odradzająca się klasa średnia.
Mam się za osobę jasno myślącą i niepodatną na sugestie, więc wydaje mi się niepojęte, by o zamieszkaniu w jakiejś lokalizacji decydowała obecność tam kogoś sławnego, nieważne jak bardzo bym tego kogoś lubił i cenił.




Osiedle Dębowe Tarasy oglądane od strony nieszczęsnego marketu może się podobać. Sporej wielkości budynki opadają kaskadowo tworząc całkiem niemałe tarasy. Wszystko to okraszone ładnie zadbanymi alejkami i zielenią. Pierwsze wrażenie na pewno może być pozytywne. Jednak wystarczy przyjrzeć się dokładniej, by cały czar prysł. Wprawdzie od frontu budynki prezentują się całkiem przyzwoicie, jednak kryją się za wielkim płotem, natomiast od tyłu wyglądają wręcz skandalicznie. Na stronę północną "wypinają" się wielkimi pustymi ścianami bez żadnego architektonicznego pomysłu.



Śmiało można powiedzieć, że każdy ze starych okolicznych bloków wygląda kilka razy lepiej niż północna ściana Dębowych Tarasów. A jako, że te 11-sto piętrowe budynki są najwyższe w okolicy, widok ten maltretuje oczy na terenie Dębu, Józefowca i Koszutki.

Równie żałośnie wygląda sprawa urbanistyki tego miejsca. Osiedle zostało otoczone wielkim murem (bo płot to za mało powiedziane), aby odseparować się do niezbyt ciekawego otoczenia. Podobnie jak Silesia City Center, inwestycja została pomyślana samolubnie tak, aby zassać ludzi do środka. Efekt jest taki, że z zewnątrz obiekty te nie tylko są brzydkie i straszą, ale są wręcz aspołeczne. Niszczą miasto nie tylko swoim pokracznym wyglądem, ale przede wszystkim całkowitym zabunkrowaniem. Wprowadzają wszystkie funkcje, przyjemności i atrakcje do swoich wnętrz, na zewnątrz wyrzucając jedynie odpadki. Dlatego spacerując w tym rejonie albo kluczymy pomiędzy samochodami na ogromnym parkingu, albo snujemy się wzdłuż monotonnych elewacji centrum handlowego lub też przemykamy pod ogromnym płotem skrywającym mistyczne Dębowe Tarasy.




          Na większości tego terenu nie ma nawet chodników. Jedyne jakie są, prowadzą z osiedla do galerii, i z parkingów do galerii. Jak to dobrze, że mieszkańcy Dębowych Tarasów są odizolowani od tej strasznej okolicy. Okolicy, którą tak okaleczył właśnie deweloper, który zaprojektował centrum handlowe i połączone z nim osiedle. Taki typ urbanistyki, tylko w innej skali, jest charakterystyczny dla wsi. Tam też gospodarstwa i domy otaczają się płotami i zamykają do środka, bo na zewnątrz nie ma żadnej funkcji. Ulica to jedynie ciąg komunikacyjny dla samochodów, chodniki występują rzadko. Natomiast w tradycji miejskiej ulica jest też miejscem handlu, rozrywki, czy po prostu przestrzenią dla ludzi. Jak widać w tym „prestiżowym” projekcie, który miał być symbolem luksusu i klasy miejskiej, górę wzięły najgorsze wiejskie wzorce.

          A jakby komu jeszcze było mało patologii, to mieszkańcy osiedla wnioskowali (skutecznie) o podwyższenie płotu oddzielającego ich od ulicy i Silesia City Center. Ma to zapewnić jeszcze większy spokój, ciszę i odizolowanie osiedla od świata. Podobno użycie hiperboli, pozwala łatwiej dostrzec pewne dziwne zjawiska, które normalnie pozostają niezauważone, więc pozwolę sobie na małą dygresję: Miejska plotka głosi, że następnym krokiem rozbudowy płotu będzie betonowy sarkofag wzorowany na tym, który skrywa ruiny elektrowni w Czarnobylu. Oczywiście ten katowicki musi być znacznie bardziej masywny, by zapewnić mieszkańcom Dębowych Tarasów całkowite poczucie separacji. W razie niemożliwości budowy sarkofagu, rozważane jest też wyburzenie wszystkich budynków i dróg, w promieniu 1 kilometra od osiedla i stworzenie tam nowej Dębowej Puszczy. Konieczne jest też wprowadzenie zakazu lotów w strefie powietrznej Dębowych Tarasów do 20 km w górę. Ma to dotyczyć również ptaków i owadów, gdyż za głośno łopocą skrzydłami, a mieszkańcy osiedla z tego powodu nie mogą spać.



          I tyle o fenomenie i synergii nieudolności Dębowych Tarasów. A teraz odrzucając cały marketing i miejskie legendy, spróbuję je ocenić jako miejsce do mieszkania. Na pewno cieszy, że mieszkania powstają blisko centrum (ale nie są w centrum) oraz skala całego przedsięwzięcia. Biorąc pod uwagę, że pierwsze dwa etapy inwestycji (czyli połowa) dostarczyły 509 mieszkań, jest to największa inwestycja mieszkaniowa w Katowicach od lat. Wielka szkoda, że nie zbudowano tego z głową i zgodnie z zasadami urbanistyki. Powstałby wtedy fajny kawałek miasta, a tak mamy kolejne zamurowane getto.



          Największym plusem mieszkania w Dębowych Tarasach jest fakt, że będąc w środku, nie doświadczamy ich zewnętrznej porażki urbanistycznej. Tutaj jest ta zaginiona przestrzeń publiczna. Skryta za płotami, dostępna jedynie dla wybranych. Ci co zapłacą za mieszkanie, mogą w pełni cieszyć się z atutów tej inwestycji. Na pewno patrząc z tej perspektywy, miejsce to może wydawać się atrakcyjne do zamieszkania: odgrodzone, monitorowane, pilnowane - raj na ziemi, nie to co na zewnątrz - same płoty, parkingi i pędzące samochody.

          Przestrzeń pomiędzy budynkami jest ciekawie rozplanowana i odpowiednio zadbana. Tu porządek stosunkowo łatwo utrzymać, bo nie kręcą się tu niepożądane typy z zewnątrz. Można spokojnie wypocząć przy kolorowych alejkach, bez obaw wypuścić dzieci na wewnętrzny plac zabaw. Wszystko w warunkach całkowicie „sterylnych”.

          Zgodnie ze stroną internetową inwestora, budowany właśnie trzeci etap Dębowych Tarasów, obejmie 317 mieszkań, o powierzchniach od 26 do 110 m². Jednak przeglądając rzuty pięter udało mi się znaleźć łączone mieszkania o powierzchni prawie 290 m². Na pewno wybór jest duży i znaleźć można tu całkiem ciekawe propozycje. Z powodu kształtu budynku, znajdzie się sporo mieszkań, które mają albo kiepski dostęp światła (jak cała ogromna ściana północna), albo mają widok bezpośrednio na balkony sąsiadów. Tak naprawdę cały „bajer” tej inwestycji to kaskadowo opadające tarasy na najwyższych kondygnacjach. Oczywiście liczba takich mieszkań jest stosunkowo niewielka w porównaniu do ogółu mieszkań w budynku. Do tego są to lokalizacje najbardziej prestiżowe, a więc i droższe. Oprócz takich lokali znaleźć można również te, znajdujące się nisko w rogach dziedzińca, które to pod względem lokalizacji czy widoku, ustępują miejsca najtańszym mieszkaniom w wielkiej płycie.





          Na stronie inwestora obejrzałem wiele mieszkań, o zróżnicowanych powierzchniach. Te dla typowego „Kowalskiego”, z góry nie wyglądają źle. Duży salon, zwykle z aneksem kuchennym, do tego jakiś balkonik, spore okno, czy inny typ komunikacji ze światem zewnętrznym, kilka pokoi rozmieszczonych lepiej lub gorzej. Znajdą się zarówno mieszkania z mnogością małych pomieszczeń po 9 m², jak i z pokojami rozmiarów hangaru. Na pewno jedne i drugie znajdą swoich amatorów.

          Sąsiedztwo jak już napisałem wcześniej, jest dość specyficzne. Nad całością dominuje gigantyczne centrum handlowe, do którego dostać się można niemal w kapciach, zrobić wszelkie zakupy, pójść do kina, na pocztę, do banku, czy do marketowej kapliczki. Jeśli ktoś ceni sobie konsumpcyjny tryb życia oraz nie ma szczególnie rozwiniętego zmysłu estetyki, będzie tym sąsiedztwem zachwycony. Jednak poza tą świątynią handlu jest raczej biednie i smutno.



          Pospacerować też nie bardzo jest gdzie, bo Dębowe Tarasy i Silesia City Center całkowicie zniszczyły i ogrodziły teren. Za to całkiem sprawnie można dostać się tu do miasta lub do Parku Śląskiego. Jedno i drugie wymaga kilkudziesięciominutowego marszu. Sprawną komunikację zapewnia przebiegająca w pobliżu linia tramwajowa łącząca Katowice, Chorzów, Bytom, Świętochłowice oraz Rudę Śląską. Śmiało można powiedzieć, że jest to jedna z najważniejszych linii w aglomeracji, więc w tygodniu tramwaje jeżdżą tu praktycznie co chwilę.

          Przystanki tramwajowe są od osiedla troszkę oddalone, a idzie się tam oczywiście przez Centrum Handlowe. Bardzo sprytny zabieg umożliwiający mieszkańcom w drodze do domu pozbycia się nadmiaru gotówki. Oczywiście gdy „galeria” handlowa jest nieczynna (np. w nocy, lub w dni ustawowo wolne od handlu), budynek trzeba okrążać wzdłuż ogromnych pustych ścian, ścieżkami które pieszych wręcz odpychają.

          Dojazd samochodem również jest w miarę łatwy. Można dostać się tu bezpośrednio z Drogowej Trasy Średnicowej lub z okolicznych dzielnic. Niestety centrum handlowe generuje tak wielki ruch, że w godzinach szczytu handlowego, korki mogą zmotoryzowanym poważnie utrudnić poruszanie się w tym rejonie. Sytuację może poprawić przedłużenie ulicy Baildona i połączenie jej z Misjonarzy Oblatów na wschodzie. Jednak plany te są bardzo odległe i mgliste. Rozkład ruchu w okolicy zmienić może również planowane połączenie drugiego końca ulicy Baildona z Bracką, przez teren Huty Baildon na zachodzie. Jednak powstanie tego połączenia jest tak samo niezdefiniowane w czasie, jak poprzedniego.



          Firma bardzo dba, by nigdzie nie zdradzić ceny za metr kwadratowy tego cuda. Nie tylko na swojej stronie internetowej, ale również na wszelkich portalach branżowych w kategorii cena mamy jedynie możliwość skontaktowania się z biurem obsługi. Jak widać w zakładce „mieszkania” sprzedaż powoli się toczy. Jeszcze niedawno większość prestiżowych mieszkań z tarasami była zarezerwowana, teraz znów są wolne, zamiast tego znikają te najmniejsze. Na pewno na dopływ świeżych klientów deweloper nie może narzekać. Agresywny marketing, lizusowskie blogi i sponsorowane artykuły intensywnie pracują nad tym, aby sprzedać tę nienajlepszą inwestycję. Mimo wszystko kibicuję tej sprzedaży. Dla dobra miasta inwestycja ta, skoro została rozpoczęta, powinna zostać ukończona. W przeciwnym razie będzie przez długie lata straszyć pustymi działkami, czekającymi na bliżej niesprecyzowane budowle.


Budowany obecnie trzeci etap inwestycji

          Myślę, że z takim hymnem pochwalnym nie mam szans wylądować na stronie inwestora w „strefie mediów”, a szkoda. Może znalazłoby się parę osób, którym po przeczytaniu tego artykułu otworzyłyby się oczy. Jednak artykuły dobierane na stronę Dębowych Tarasów mają za zadanie wychwalać je pod niebiosa i ściągać klientów, a nie skłaniać do racjonalnego myślenia.

Na koniec dla porządku oczywiście moje oceny:

Okolica: 5/10
Architektura: 5/10
Zagospodarowanie działki: 2/10
Dostępność piesza: 3/10
Dostępność komunikacją publiczną: 7/10
Dostępność autem: 7/10



OPOLSKA 17

Inwestor: Grupa Incest


Liczba budynków: 1
Kondygnacje nadziemne: 7
Liczba mieszkań: 28
Miejsc Parkingowych: 36 podziemnych oraz 10 na dziedzińcu
Powierzchnie: 32 - 111 m²
Planowany termin ukończenia:
Cena: od około 4500 do 5500 za m² + miejsce parkingowe od 19 tyś zł + komórka lokatorska 1500 - 2000 za m²

         Nieprzypadkowo drugą dobraną przeze mnie do porównania inwestycją jest właśnie Opolska 17. Ten budynek jest bowiem dokładną odwrotnością Dębowych Tarasów. Wprawdzie znacznie mniejszy, jednak jak na chwilę obecną jest kwintesencją budownictwa w centrum miasta. W każdej kategorii, w której Dębowe poległy, ten mały budyneczek pokazuje klasę.

Tak budynek ma wyglądać po ukończeniu. 

          Przede wszystkim ta budowa miała zupełnie inne uwarunkowania. Opolska 17 powstała w gęstej tkance miejskiej w wyrwie w pierzei. Taki sposób zabudowy tej działki wydaje się jedynym poprawnym, choć niestety znamy przypadki, że nieudolni deweloperzy i to potrafili zepsuć (prym w psuciu działek wiedzie Dombud, ale o tym innym razem). Zatem powstaje budynek idealnie wpasowany w okoliczną zabudowę, z lokalami handlowymi w przyziemiu, biurami na piętrach 1 i 2 oraz mieszkaniami na piętrach 3 do 6. Na tyłach budynku znajdzie się intymna przestrzeń dla mieszkańców, a w podziemiu parking na 36 samochodów.



          Budynek ten nie tylko stanowi wartość samą w sobie dla jego mieszkańców i pracowników biur, również tworzy on kawałek miasta. Zapełnia pustą dziurę w pierzei, która straszyła tam od wielu lat. Tworzy lokale usługowe, z których będą mogli korzystać wszyscy mieszkańcy miasta, w ten sposób rozszerza strefę subiektywnie pojmowanego centrum. Inwestycja taka, można powiedzieć dogęszcza, lub nawet wprowadza nowe życie dla tej ulicy. Jest to dokładnie odwrotność tego, co robią Dębowe Tarasy. Wszystko to okraszone całkiem przyzwoitą architekturą, która podnosi prestiż i walory wizualne ulicy. A w dodatku jest usytuowana nie za jakimiś ogromnymi płotami czy ekranami akustycznymi, ale tuż przy chodniku, dostępna dla każdego.

          Troszkę posłodziłem, choć fenomenu jest tu raczej mało. Taki typ zabudowy luk w pierzei jest stary jak samo osadnictwo miejskie i nie powinien nikogo dziwić. Niestety to, co w Europie jest standardem, w naszym pięknym mieście należy do wyjątków. Mimo, iż dziur w miejskiej zabudowie jest mnóstwo, nie powstają w nich żadne nowe budynki mieszkalne. Trudno powiedzieć dlaczego. Na pewno jest to problem bardzo złożony na inną odrębną dyskusję. Być może, gdy centrum miasta zyska na atrakcyjności, pojawi się więcej tego typu nowoczesnej zabudowy. Obecnie deweloperom znacznie bardziej opłaca się kupić wielką działkę pod lasem bez dróg dojazdowych, albo teren poprzemysłowy i postawić tam ogrodzone płotem bloki.



          Na razie nie wiemy jeszcze na 100% jak będzie wyglądać gotowy budynek, ale na obecnym etapie prac można pokusić się o optymizm. Bardzo dobrze, że architektonicznie nie wzorowano się na klasycznych kamienicach od strony Sokolskiej, gdyż współczesne budynki w historycznej szacie zwykle wyglądają komicznie. Wystarczy wspomnieć zabrzańską Willę Ostoję, gdzie na modernistyczną bryłę nałożono spadziste daszki. Zamiast tego budynek na Opolskiej zapowiada się nowocześnie i elegancko jak sąsiadujące z nim od strony ulicy Sobieskiego kamienice międzywojenne.

          25-go stycznia sprzedanych było 16 z 28 mieszkań. Jest to wynik całkiem dobry, jeśli weźmiemy pod uwagę, że budynek nie ma jeszcze nawet elewacji. Może to też świadczyć o tym, że nie tylko mnie podobają się tego typu inwestycje. Największe mieszkania, oraz te z prestiżowymi terasami są już oczywiście rozdysponowane, jednak zostało jeszcze wiele ciekawych propozycji. Mieszkania rozkładem i funkcjonalnością wpisują się w obecne standardy budownictwa i z pewnością są porównywalne np. z Dębowymi Tarasami. Z tą różnicą, że tu możemy mieć widok albo na ulicę albo na intymny, zamknięty dziedziniec.



          Jak dla mnie ścisłe centrum miasta jest jedyną opcją gdzie można zamieszkać, więc plusów lokalizacji na Opolskiej wymienić mogę wiele. Przede wszystkim sama ulica, mimo iż w ścisłym centrum jest raczej na uboczu, nie ma tu wielkiego ruchu czy zgiełku jak na sąsiedniej Sokolskiej. Jeśli idzie o ścisłą zabudowę miejską, za najładniejszą uznaje się południową cześć centrum Katowic. To właśnie tam stoją najpiękniejsze modernistyczne budynki, tam jest jedyny niepowtarzalny klimat. Niestety ulicy Opolskiej na razie jest do tego bardzo daleko, jednak intensywnie się rozwija i ma poważne atuty. Tuż obok przebudowywana jest właśnie siedziba Filharmonii Śląskiej, a w okolicy znajduje się sporo atrakcyjnych działek, gdzie ma szansę powstać typowo miejska zabudowa. W podsumowaniu w skali 10-cio punktowej okolicę oceniam na 9 - dlatego, że na razie wiele działek jest niezagospodarowanych. Gdy okolica zostanie bardziej ogarnięta, będzie dzieciąteczka jak nic.

          Gdy piękne południowe śródmieście tonie w korkach, z Opolskiej można łatwo wydostać się w każdym kierunku, bez kluczenia wąskimi uliczkami. Poza tym znacznie bliżej stąd do szeroko pojętej komunikacji zbiorowej. Nie ma sensu wymieniać mnogości linii i połączeń, gdyż jest to ścisłe centrum i na autobus, tramwaj czy pociąg w każdym możliwym kierunku idziemy sobie spacerkiem kilka minut.



          Podobnie sprawa przedstawia się, gdy naszą podróż pragniemy odbyć pieszo. Zatrzęsienie sklepów, szkół, urzędów, instytucji publicznych i rozrywki sprawia, że mieszkając tu, właściwie nie potrzebujemy auta. Wprawdzie tereny zielone nie są tak ogromne jak na obrzeżach miasta, ale bardzo blisko znaleźć można różne miejskie place i skwery.

          Mocno trzymam kciuki za sukces ten inwestycji. Wierzę w to, że jeśli sprzedaż się powiedzie, deweloperzy dostrzegą tę niszę i zaczną budować w centrum miasta. Na razie możemy być optymistami, gdyż ponad połowa mieszkań znalazła już swoich nabywców, a budowa jeszcze trwa. Nie wiem, czy dla kogoś taka opinia okaże się ważna, ale dodam, że Opolska 17 to jedyna inwestycja mieszkaniowa z rynku pierwotnego w Katowicach, w której byłbym skłonny kupić mieszkanie.

Okolica: 9/10
Architektura: 8/10
Zagospodarowanie działki: 10/10
Dostępność piesza: 10/10
Dostępność komunikacją publiczną: 10/10
Dostępność autem: 9/10



          Słowem zakończenia - uprzedzam ewentualne pytania: żaden deweloper nie płacił mi za ten artykuł oraz za chwalenie lub krytykowanie poszczególnych inwestycji. Wszystkie zawarte w nim opinie są moimi subiektywnymi spostrzeżeniami, jednak popartymi wiedzą z zakresu urbanistyki, transportu oraz po troszku z socjologii i architektury. Mam nadzieję, że byłem wystarczająco obiektywny, a wszelkie zachwyty i żale odpowiednio wyargumentowałem.

czwartek, 20 grudnia 2012

Komunikacją miejską się (nie) opłaca

          Jakiś czas temu na stronie internetowej KZK GOP natrafiłem na odnośnik do „cudownego narzędzia”, które jest w stanie porównać nasze koszty podróży samochodem i komunikacją miejską. Cudo to dostępne jest tutaj, a jego celem jest wykazanie oszczędności związanych z przesiadką z auta do komunikacji zbiorowej w oparciu o cenę paliwa, spalanie naszego samochodu, oraz przejeżdżany dziennie dystans.

          Jak wiadomo jakość usług świadczonych przez KZK GOP od dawna leży i kwiczy, a strategia rozwoju firmy zakłada wmawianie pasażerom, że jest dobrze i tanio, zamiast reformowania spółki. Dlatego narzędzie to zamiast udowodnić, co można zyskać jadąc komunikacją publiczną, obnaża jej słabość. Według kalkulatora komunikacja zbiorowa okazuje się wcale nie taka tania, a mało skomplikowany algorytm nie uwzględnia wielu czynników dodatkowych, przede wszystkim czasu straconego w autobusach i tramwajach. Smutna sprawa, ale mimo iż jestem wielkim zwolennikiem silnego transportu zbiorowego, kalkulator ten tylko upewnił mnie w przekonaniu, że komunikacją miejską jechać się nie opłaca.



          Przedstawię to na podstawie dwóch przykładów, które wprowadzę do kalkulatora:

          Przykład pierwszy: bardzo realny, bo przedstawiający mój dojazd do pracy:
17L LPG/100km, 12km w ciągu dnia, powiedzmy przez 20 dni. A więc zgodnie z kalkulatorem, jadąc pojazdami KZK GOP z biletem miesięcznym, zamiast moim samochodem, zaoszczędzę… minus 10 zł. Dla nieobeznanych tłumaczę: 10 zł stracę. Tak więc wstępnie okazuje się, że na krótkich trasach komunikacja publiczna jest droższa niż bardzo nieekonomiczne auto.

          Jedziemy dalej: jestem bardzo pracowity, więc pracuję 30 dni w miesiącu. Kalkulator podpowiada mi, że dzięki temu oszczędzam oszałamiającą kwotę 43zł. Jest to już jakiś realny zysk z pozostawienia auta w garażu. Problem w tym, że zamiast w godzinach szczytu pracę zwykle kończę po godzinie 22, również w weekendy. Co wtedy oferuje mi komunikacja miejska? Nic. Pomiędzy Bytkowem w Siemianowicach, a Os. Witosa w Katowicach nie ma wtedy ani jednego połączenia. Nie wspominając już o wszelkich świętach czy innych okazjach. Na dowód tego podaje link do wyszukiwarki KZK GOP, która stwierdza po bardzo długim wyszukiwaniu, że nie znaleziono ŻADNYCH połączeń… Czyli po 22.30 do domu nie dojadę wcale. No i co mi po tych zaoszczędzonych 43zł? Pewnie wystarczy mi dwa razy na taksówkę do domu. Ale jeśli takich pracujących dni wekendowych będę mieć nie dwa, a osiem (bo minimum tyle dni wolnych trafia się co miesiąc), zamiast zaoszczędzić 43zł, dopłacę grubo ponad 100zł.

         I tyle w temacie twardej waluty. Jednak żeby w pełni pokazać „oszczędzanie made by KZK GOP”, trzeba wziąć pod uwagę inne koszta, szczególnie takie jak stracony czas. Nie jest to nic niezwykłego, gdyż od dawna straty czasu np. w korkach, przelicza się na realne koszty finansowe. Dlatego doliczę za każdą dodatkową godzinę przejazdu kwotę 10zł po stronie kosztów. Myślę, że nie jest to astronomiczna stawka godzinowa i jest realna do osiągnięcia dla pracującego ludu Polski.
Aby nie pogrążać KZK dokumentnie, założę, że po 22 kursują jakieś autobusy pomiędzy Osiedlem Witosa a Siemianowicami (chociaż tak nie jest). W porze późnowieczornej jeśli dojadę do domu w czasie 1 godziny i 15 minut, to powinienem uważać się za szczęściarza. Tę trasę samochodem przy umiarkowanym ruchu pokonać można w 0 godzin i 15 minut, a po godzinie 22 w około 10 minut. A zatem przy przejazdach tam i z powrotem jestem w stanie stracić dwie godziny dziennie, czyli 60 godzin miesięcznie. Przy założonej stawce 10zł/h tracę miesięcznie 600zł, a wszystko dzięki uprzejmości KZK GOP. Serdecznie dziękuję, bez was nie byłoby to możliwe.

          A jako wisienkę na torcie dołożę fakt, że wspomnianą trasę, która z przesiadkami zajmuje około 1 godziny i 15 minut, pokonać można spacerkiem w 40-50 minut.

          Przykład drugi: być może mój dojazd do pracy jest ewenementem na skalę światową, dlatego do kalkulatora wrzucę coś innego. Weźmy ekonomiczne auto (o fuj!), spalające 5L/100km, również z instalacją gazową. Do tego trasa z Zabrza do Katowic, odległość rzędu 20km. Ceny porównywalne, nadal taniej jest jeździć autem, choć jedynie o 2zł. Jednak komfort i czas podróży samochodem nokautują komunikację miejską, o czym chyba nie ma sensu pisać.


          Idąc za ciosem, pozwoliłem sobie wykonać podobne zestawienie dla biletów jednorazowych. Otóż jednorazowy przejazd z Osiedla Witosa do Siemianowic Śląskich (6-7km) wymaga zakupienia dwóch biletów po 3zł, lub jednego za 4,40zł. Ta sama podróż moim autem, spalającym 17L gazu na 100km kosztować będzie ok. 3-4zł. Tak więc znów taniej, wygodniej i szybciej niż z KZK GOP. Natomiast jeśli jedziemy w większą ilość osób, koszty komunikacji zbiorowej rosną geometrycznie. Podróż w jedną stronę do Siemianowic dla pięciu osób to 30zł przy dwóch biletach lub 22zl przy jednym droższym.

          Jak już pisałem nie raz, nie tylko na tym blogu, bardzo zależy mi na rozwoju komunikacji publicznej i wiem, że do niej należy (albo powinna należeć) przyszłość. Dlatego niezręcznie mi pisać to, co piszę, ale komunikacja miejska nie oferuje swoim pasażerom prawie niczego. Jest niedopasowana do potrzeb podróżnych i powolna. To wiemy od dawna. Teraz okazuje się także, że jest bardzo droga. Dawno temu stała się środkiem transportu dla osób, których nie stać na własny samochód, ale obecnie straciła nawet walor finansowy. Bez gruntownej reformy pozostanie koniecznością tylko dla osób, które jeszcze, lub już nie mogą same prowadzić pojazdów lub dla wracających do domu w stanie uniemożliwiającym samodzielne prowadzenie pojazdu. A zatem może to już czas, szanowni włodarze KZK GOP wziąć się do roboty, zamiast promować durnowate kalkulatory i opowiadać jak to jest dobrze i tanio.

sobota, 17 listopada 2012

Mieszkaniówka 3 - Świętochłowice



          No i nadszedł czas by zaprezentować światu kolejną część przeglądu naszych aglomeracyjnych inwestycji mieszkaniowych. Właściwie ten czas nadszedł już dawno, gdyż zdjęcia robiłem w sierpniu i wtedy też zaczął powstawać ten artykuł. Niestety jak to zwykle bywa, moje pisanie musiało ustąpić miejsca pracy zawodowej, więc premiera odsunęła się w czasie, o bagatela, trzy miesiące. Późno, bo późno, za to informacje świeższe, więc wolniej się zdezaktualizują.

          Tym razem cały wpis poświęcę małemu i skromnemu śląskiemu miastu, jakim są Świętochłowice. Cieszące się nie najlepszą sławą „Świony”, raczej rzadko są brane poważnie jako miejsce na wycieczkę, nie wspominając już o chęci zamieszkania. „Damy” z sąsiedniego Chorzowa czasem krzywią się na samo brzmienie tej nazwy. Jednak to najmniejsze powiatowe miasto w Polsce (i co za tym idzie najgęściej zaludnione) ma też kilka atutów. Dojazd do centrum Katowic jest lepszy niż z wielu katowickich dzielnic, ceny mieszkań są stosunkowo niskie, a okolica wbrew pozorom nie zawsze jest taka zła. Ja dorzucę jeszcze jeden atut, może nie dla osiedlenia się tu, ale dla napisania artykułu: miasto jest tak małe i tak mało się w nim buduje, że znalezienie i obfotografowanie inwestycji poszło mi naprawdę szybko (czego niestety nie mogę powiedzieć o pisaniu).


OSIEDLE ASTRÓW
Inwestor: Ancom Investment

Liczba budynków obecnie: 3
Liczba budynków docelowo: 5
Kondygnacje nadziemne istniejących budynków: 2
Liczba mieszkań obecnie: 29
Cena za metr od: około 3200 PLN
Powierzchnie: 65-125 m²

 
          Sądząc po wizualizacjach osiedle Astrów powinno należeć do najładniejszych na Śląsku, toteż oczekiwania były bardzo wysokie. Jednak jak się okazało, od wizualizacji do realizacji droga jest bardzo daleka. Powiedziałbym nawet, że ta droga prowadzi w zupełnie innym kierunku - gdzieś w buraki. Jest to sztandarowy przykład jak wizualizacja upiększa (albo raczej zakłamuje) rzeczywistość, by złapać klientów na nową inwestycję. Chyba jeszcze nie widziałem osiedla, które będąc tak ładne na wizualizacji, byłoby tak brzydkie w rzeczywistości. Dlatego oceniając je wystawiłem podwójną ocenę za stan faktyczny i wyśniony przez architekta.


          Piękne białe budynki, ze smukłymi oknami, miały być pokryte dywanami zieleni i otoczone zielonymi trawnikami. Największe, pięciopiętrowe budynki nie zostały wybudowane i nie wiadomo, czy budowane w ogóle będą. Ich brak bardzo rozbija urbanistykę tego miejsca, bo bez nich długie pawilony tych jednopiętrowych wyglądają jak zaplecze Tesco.

 
          Największy dramat to zieleń okalająca budynki. Na wizualizacjach to soczyste, zielone dywany, w rzeczywistości są to podeschnięte badyle w ogromnych metalowych klatkach. Zamiast elementu dekoracyjnego, wyszedł akcent penitencjarny. Jeśli do tego dodamy potężny płot otaczający cały teren oraz równie potężne płoty wewnątrz oddzielające poszczególne ogródki, możemy się poczuć jak w San Quentin. Czekam z niecierpliwością, kiedy dodane zostaną fosa, drut kolczasty i zasieki przeciwczołgowe.


          Na marginesie, temat na zupełnie inną dyskusję, ale na zachodzie Europy płoty, jeśli już są, służą co najwyżej do wyznaczenia terenu i powstrzymania psów chcących wtargnąć na teren posiadłości. Są wysokie na około metr i nikt nie wyobraża sobie stawiania wielkich fortyfikacji jak w Polsce. Oczywiście Polska to dziki kraj, gdzie mieszkańcy muszą się jakoś zabezpieczyć przed napadem barbarzyńców zza płotu, więc o rozwiązaniu zachodnim nie może być mowy. Jednak czy faktycznie wewnątrz potężnie ogrodzonego terenu ogródki sąsiadów muszą być wygrodzone równie potężnie? Czyżbyśmy nie mogli ufać nawet ludziom, z którymi jesteśmy ogrodzeni.


          Gdy rok temu wiosną byłem na osiedlu, w ich miejscu straszyło pole błota, nie było też dojazdów oraz… płotów, co akurat działało na plus. Obecnie drogi dojazdowe i kawałek terenu został zagospodarowany, dzięki czemu nie potrzeba terenówki i gumowców by dostać się do nowych mieszkań. Natomiast raczej nikt poważnie nie zamierza potraktować zieleni na budynkach. Chyba stworzenie zielonego dywanu, jaki wyśnił sobie architekt, w naszym klimacie okazało się niemożliwe. Dlatego proponuję ratować sytuację montując wewnątrz stalowych kratownic coś na wzór sztucznej trawy. Element taki zakryje smutne kraty do czasu aż wyrośnie tam coś naturalnego, oraz będzie ozdabiać również w okresie jesienno zimowym.


          Okolica mówiąc delikatnie też nie urywa… głowy. Osiedle znajduje się pomiędzy Lipinami, a Chropaczowem, dwoma świętochłowickimi dzielnicami, cieszącymi się najgorszą sławą na… całym Śląsku. Być może na osiedlu zdecydowano się na tyle rzędów płotów, by zabezpieczyć mieszkańców przed „zawiścią” miejscowych. Najbliższe sąsiedztwo Astrów to stare domy jednorodzinne, ogródki działkowe, jakieś magazyny i supermarket Lidl. Oddalając się od osiedla, można znaleźć resztę infrastruktury potrzebnej do codziennej egzystencji, niestety w mocno specyficznym, „folklorystycznym” wydaniu. Nie jestem przekonany, czy świeżo upieczeni mieszkańcy osiedla odważą się na takie spacery, szczególnie, że nie będą mogli wziąć ze sobą swych podwójnych płotów.

Każdy deweloper chwali się, że jego budynki staną pośród zieleni. W tym przypadku to się ziściło, choć niekoniecznie tak jak mogli to sobie wymarzyć lokatorzy.


          Osiedle Astrów znajduje się w kleszczach pomiędzy dwoma liniami tramwajowymi, a patrząc szerzej można powiedzieć, że w trójkącie pomiędzy trzema. Z założenia brzmi to nieźle, jednak komunikacja miejska w tym rejonie jest raczej przeciętna. Tramwajami można dojechać głównie do pętli na Chebziu, do centrum Świętochłowic, Chorzowa, oraz po bardzo okrężnej podróży do Katowic z dwóch różnych stron. W niedalekiej przyszłości, po odbudowie torowiska przywrócone zostanie dogodne połączenie tramwajowe z Bytomiem. Sytuację ratuje trochę pospieszna linia autobusowa 840 łącząca całkiem szybko z centrum Katowic, Gliwic i Zabrza, jednak droga na przystanek prowadzi przez całe Lipiny.

          Zdecydowanie lepiej wygląda sytuacja, jeśli chodzi o  możliwości poruszania się autem. W kilka minut możemy stąd dotrzeć do Bytomia, Rudy Śląskiej lub do Drogowej Trasy Średnicowej, a nią w kolejne kilka minut do Zabrza czy Katowic. W dalekiej, niesprecyzowanej przyszłości, poruszanie się po tym rejonie miałoby ułatwić nowe połączenie z DTŚ przez Lipiny.

          Na pewno plusem tej inwestycji są całkiem spore mieszkania, a w dodatku za całkiem rozsądną cenę, oscylującą w granicach 3 200zł za metr kwadratowy. To mniej niż w blokach z wielkiej płyty w centrum Katowic (ja jednak wolałbym blok z wielkiej płyty, nie ważne gdzie, niż to zaplecze magazynowe), do tego takie bajery jak ogródki i mieszkania dwupoziomowe.

         Na stronie internetowej inwestora można zobaczyć osiedle w całej okazałości (polecam znacznie bardziej niż oglądanie go na żywo), wraz z mieszkaniami w budynkach pięciopiętrowych. Moim zdaniem ich realizacja stoi pod dużym znakiem zapytania. Jednak na plus przemawia to, iż przygotowane są już dla nich fundamenty.

          Podsumowując okolica może odstraszać, choć mnie znacznie bardziej odstraszają same budynki i zagospodarowanie terenu, co w połączeniu z kilometrami płotów tworzy iście obozową rzeczywistość. Jeśli miałbym wybierać to wolałbym znacznie bardziej zamieszkać w starych wieżowcach po drugiej stronie ulicy Bieszczadzkiej niż na Osiedlu Astrów.


Okolica: 3/10
Architektura: 2/10
Architektura na wizualizacji: 8/10
Zagospodarowanie działki: 3/10
Zagospodarowanie działki na wizualizacji: 8/10
Dostępność piesza: 3/10
Dostępność komunikacją publiczną: 5/10
Dostępność autem: 6/10



POLNA 30
Inwestor: Synkret Inwestycje


Liczba budynków: 1
Kondygnacje nadziemne: 3
Liczba mieszkań: 15
Miejsc Parkingowych:11 podziemnych
Cena za metr od: 3 834 PLN
Powierzchnie: 35-78m²


          Inwestycja na Polnej, prawie w samym centrum Świętochłowic, z założenia jest inwestycją skromniejszą niż Osiedle Astrów. Nie ma tu fajerwerków typu okna do ziemi, pergole na kwiaty, kilometry płotów (i całe szczęście). Zamiast tego jest prosta, mała kamienica, respektująca całkowicie swoje sąsiedztwo i dopasowana do niego, zbudowana wedle klasycznych zasad urbanistyki. Budynek posiada funkcje miastotwórcze dzięki lokalom usługowym w parterze, natomiast zamknięty dziedziniec z tyłu to intymna przestrzeń dla mieszkańców. Moim zdaniem bomba. Bardzo lubię takie inwestycje, wypełniające dziury w zabudowie, szanujące miejsce i wnoszące do niego nowy walor. Niestety należą one do rzadkości. Zamiast nich powstają bezpłciowe grodzone osiedla na peryferiach, które nie wnoszą nic pozytywnego do okolicy, w której powstają. Takie miejskie inwestycje marzą mi się szczególnie w moich rodzinnych Katowicach, między wielkimi mieszczańskimi kamienicami. Niestety Świętochłowice to rzeczywistość troszkę inna, budynki znacznie mniejsze i dużo skromniejsze. Na ich tle inwestycja synkretu nie wyróżnia się z pozoru niczym szczególnym, ot jakby razem z nimi stała tu od zawsze. A żeby jeszcze bardziej upodobnić się do otoczenia, dwa sąsiadujące domy, zostały ocieplone i pomalowane na ten sam kolor co nowy budynek. Z jednej strony dobrze, bo tworzy to spójną całość, ale z drugiej zawsze serce mi się kroi, gdy widzę ocieplenie i tynk na dekoracyjnej cegle.

Budynek po lewej to właśnie inwestycja Synkretu, po prawej stara kamienica a z przodu moje poprzednie autko :-)

          O ile o urbanistyce powiedzieć można jeszcze wiele dobrego, to architektura jest znacznie mniej spektakularna. Trudno mieć to za złe, gdyż budynek miał się nie wyróżniać wśród swoich sąsiadów. Na pewno można jednak było zastosować ciekawszą elewację, nawiązującą do ceglanej okolicy, lub lepsze okna (czerwone plastiki wyglądają kiepsko). Jednak budynek  powstał w biednym mieście, w biednej okolicy, więc śrubowanie ceny jakością wykończenia mijałoby się z celem. Architektonicznie również nie zachwyca oficyna budynku w kształcie walca. Jest tu pewien dysonans nieudanej nowoczesności z klasyczną formą frontu. Na pocieszenie dodam, że jest to tylko oficyna, która z założenia nie ma być widoczna dla wszystkich jedynie dla mieszkańców dziedzińca, więc nie musi być szczególnie wyrafinowana. Zresztą niejedna oficyna w znacznie bardziej reprezentacyjnych budynkach wygląda o wiele gorzej.


          Budynek stoi blisko skrzyżowania Polnej i Pocztowej w śródmieściu Świętochłowic. Jednak nie ma co „bać” się tutaj wielkomiejskiego zgiełku, krajobraz bardziej przypomina senne przedmieścia. Inwestycja znajduje się na skraju historycznej zabudowy. Na północ zaczyna się nieduże osiedle z wielkiej płyty, a dalej przebiega DTŚ-ka, na którą jest dogodny wyjazd. Dalej można dojść nad kompleks stawów oraz kąpielisko Skałka. Na południe przeważają stare kamieniczki i familoki, niestety nieraz w fatalnym stanie. Po kilku minutach spaceru można dojść do głównego deptaka, gdzie znajdziemy kilka sklepów. Stąd także dojedziemy tramwajem do Katowic, Chorzowa, a za niedługo także do Bytomia. Za deptakiem znajduje się stacja kolejowa, gdzie kursują pociągi relacji Częstochowa – Katowice – Gliwice.

          Pod budynkiem znajduje się parking na 11 aut i 5 rowerów (trochę dziwny ten przelicznik, 5 rowerów na 15 mieszkań?). Cena miejsca postojowego to 27 000zł. Na dzień dodania artykułu sprzedanych było siedem mieszkań. Lokale są średniej wielkości, pomiędzy 35 a 80 metrów kwadratowych, rozmieszczone wokół dwóch klatek schodowych. Większość mieszkań ma okna na cichszy od ulicy dziedziniec. Ciekawostkę stanowią mieszkania w oficynie z półokrągłą ścianą i loggią. Cała inwestycja dzięki swojej skali jest bardzo kameralna i z pewnością stanowi ciekawe miejsce do zamieszkania na mapie Świętochłowic.



Okolica: 5/10
Architektura: 3/10
Zagospodarowanie działki: 10/10
Dostępność piesza: 6/10
Dostępność komunikacją publiczną: 7/10
Dostępność autem: 8/10




WOJSKA POLSKIEGO

Inwestor: Perfekt-Developer
http://www.perfektdeveloper.pl/
Liczba budynków: 1 trzysegmentowy
Kondygnacje nadziemne: 5
Liczba mieszkań: 42
Cena za metr od: 3500 PLN
Powierzchnie: 50-91m²


          Inwestor, firma Perfekt Deweloper, na swojej stronie internetowej pisze, że „stawia na jakość projektu i lokalizacji”. Przyglądając się inwestycjom tej firmy, a oprócz tej świętochłowickiej, firma ma w dorobku chorzowskie osiedle „Pod Platanami”; wypada zgodzić się z pierwszym z tych twierdzeń. Faktycznie osiedla „Perfekta” pod względem architektonicznym pokazują może nie perfekcję, ale poziom co najmniej powyżej średniej deweloperskiej. Natomiast jakość lokalizacji ich budynków to ewidentne „przekłamanie marketingowe”. Tak jest również w przypadku inwestycji przy Wojska Polskiego w Świętochłowicach. Wprawdzie miejscówka nie jest tak skandaliczna jak wspominanych „Platanów” (o których też kiedyś napiszę), ale w żadnym wypadku nie można jej nazwać atrakcyjną, prestiżową, czy nawet fajną. Działka znajduje się na granicy Centrum i Zgody, na skraju bokowiska. W bezpośrednim sąsiedztwie krzyżują się drogi łączące Świętochłowice z Rudą Śląską, oraz przebiega linia tramwajowa nr 9 łącząca wyjątkowo okrężną drogą Chorzów, Rudę Śląską i Bytom. Naprzeciwko budynku znajduje się poprzemysłowy teren byłej Huty Florian. Oprócz tego jest tu też kilka familoków, parę garaży, domków, ogródki działkowe, supermarket i mnóstwo nieużytków oraz mniejszych zakładów przemysłowych. Nietrudno zauważyć, że w takiej okolicy budynek swoim wyglądem wybija się ponad przyjęte standardy i śmiało mógłby powstać w bardziej atrakcyjnej lokalizacji.

          Na pewno atutem tej inwestycji będzie cena, szczególnie atrakcyjna w stosunku do prezencji obiektu. Na razie nie sposób ocenić jakości wykonania, jeśli ta utrzyma odpowiedni poziom, będzie to chyba najlepszy budynek w mieście. Najmniejsze lokale mają powierzchnię około 50 metrów kwadratowych i kosztują ponad 180 tyś zł. Największe zaś mierzą sobie ponad 90 metrów i są warte 335 tyś. Każde z mieszkań, które oglądałem posiadało salon z wyraźnie wydzielonym aneksem kuchennym i balkonem, oraz przynajmniej jeden dodatkowy pokój. Do każdego mieszkania przynależy ponad dwumetrowa komórka na tym samym piętrze. Muszę przyznać, że rozkłady lokali są całkiem udane. Jest to idealny kompromis pomiędzy ogromnymi przestrzeniami (jak na Książęcym) a dziesiątkami małych pokoi (jak w Activie na Tysiącleciu). Znalazły się tutaj zarówno reprezentacyjne przestrzenie wspólne integrujące domowników jak i przytulne pokoiki. To wszystko w wielu wariantach aranżacji sprawi, że każdy znajdzie tu coś interesującego dla siebie. Zgodnie z wizualizacją budynek posiada podziemne garaże, jednak nigdzie nie można znaleźć informacji na ich temat.


          Oprócz mieszkań w budynku znajdują się także lokale usługowe. Przy takim połączeniu logiczne jest, że miejsce takich lokali jest w przyziemiu i na niższych piętrach (tak jak np. w budowanej obecnie Opolskiej 17 w Katowicach). Tutaj wygląda to zupełnie inaczej, lokale mieszkalne znajdują się w segmentach A i B, natomiast usługowe w segmencie C. Jest to dla mnie co najmniej dziwne, gdyż taki układ zapewnia znacznie gorszą dostępność do pomieszczeń. Być może znajdą się branże, którym taki układ będzie odpowiadać, jednak nie sądzę by w takim miejscu znaleźć można było aż tyle specyficznych klientów biznesowych. Tym bardziej, że zgodnie ze stroną internetową w połowie listopada 2012, na 24 lokale usługowe w tym budynku wszystkie są wolne.

          Jak już wspomniałem na początku opisu, najsłabszym punktem tej inwestycji jest jej lokalizacja a szczególnie jakość bezpośredniego otoczenia. Pieszo można udać się przede wszystkim do centrum miasta. Aby się tam dostać trzeba obejść teren Huty Florian. Oczywiście można tego dokonać idąc dwoma różnymi drogami z dwóch różnych kierunków, jednak ani jedna z tych dróg nie jest atrakcyjna pod żadnym względem. Również wątpliwą atrakcją jest sąsiedni Staw Kalina. Jego otoczenie nie jest jakoś szczególnie zadbane, a staw jest zanieczyszczony ściekami przemysłowymi. Jednak jak pokazuje przykład pobliskiego Stawu Amelung w Chorzowie, miejsce takie po rewitalizacji może stać się bardzo urokliwe i atrakcyjne.

          Mimo iż inwestycja znajduje się w pobliżu linii tramwajowej i kolejowej, obsługa środkami transportu zbiorowego jest daleka od ideału. Najbliższy środek lokomocji, czyli tramwaj nr 9 zawiezie nas do Chorzowa lub Rudy Śląskiej. Jedyna linia jaką dojedziemy do centrum Świętochłowic, na deptak, to 201, kursująca w tygodniu co pół godziny a w weekendy co dwie godziny. Linie autobusowe 6, 7 i 23 łączą Katowice odpowiednio z Gliwicami i Zabrzem. Autobusy te są idealne, jeśli chcemy pozwiedzać Śląsk i beznadziejne, jeśli chcemy się szybko przemieścić z centrum jednego miasta do drugiego. W miarę logiczny dojazd do centrum Katowic stanowi jedynie linia tramwajowa nr 7, która nie kursuje w pobliżu omawianego budynku. Oprócz połączeń KZK GOP w centrum miasta ze stacji kolejowej Świętochłowice odjeżdżają pociągi Kolei Śląskich w kierunku Zabrza i Gliwic oraz Katowic, Sosnowca i dalej Częstochowy.


          Poruszanie się wokół budynku samochodem w godzinach szczytu raczej nie będzie karkołomne. W bliskim sąsiedztwie znajduje się Drogowa Trasa Średnicowa, troszkę dalej Autostrada A4. Niestety za budową tych dróg nie poszła rozbudowa układu drogowego zarówno Świętochłowic jak i sąsiedniego Chorzowa Batorego. Dlatego w godzinach szczytu dojazd do tych tras może być utrudniony. Ruch tutaj jest stosunkowo duży, gdyż przez miasto przejeżdżają kierowcy udający się z i do: Świętochłowic, Chorzowa, Rudy Śląskiej i Bytomia a kulejąca komunikacja publiczna nie przyczynia się do zmniejszenia ilości samochodów na ulicach.

Okolica: 3/10
Architektura: 6/10
Zagospodarowanie działki: 5/10
Dostępność piesza: 3/10
Dostępność komunikacją publiczną: 5/10
Dostępność autem: 5/10



SIKORSKIEGO/FORNALSKIEJ
Inwestor: Jan Martyniak

          Czwartym budynkiem w moim zestawieniu miała być kamienica, która powstaje w centrum Świętochłowic, naprzeciwko MDK.
 


          Niestety obiekt od dłuższego czasu stoi pusty a prace nie są prowadzone. Na zdjęciach widać, że ma walory plomby zgrabnie wypełniającej miejski kwartał. Wprawdzie okolica w tym rejonie jest średnio przyjazna dla ludzi, jednak ze względu na umiejscowienie blisko głównego deptaka,oraz rewitalizowanego właśnie parku, lokalizację tę uważam za dość ciekawą dla nowego obiektu mieszkalnego.


Oczywiście jeśli prace przy obiekcie jeszcze kiedyś ruszą, niezwłocznie opiszę tę inwestycję na łamach mojego bloga.